sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział XXIX

"Jovankę" można sobie zapętlić. Bardzo lubię ten rozdział.

ROZDZIAŁ XXIX
Goździk

Najwyraźniej Dumbledore coś postanowił, chociaż nikt nie usłyszał żadnej deklaracji, że coś jest na rzeczy. W chwili, kiedy Rovan zaczęła wracać do zdrowia i Nathaniel wrócił do stanu sprzed porwania żony, dyrektor przestał się zupełnie pokazywać. Zaszył się u siebie w gabinecie i, co gorsza, zasadniczo zamknął w nim i Snape'a. Co jakiś czas wzywał do siebie i innych członków Zakonu, Hermionę tylko raz, co skończyło się dla niej dziwnym zamieszaniem w głowie. Dziwnym, bo nie spodziewała się sama po sobie, że kilka dni wymuszonej rozłąki sprawi, że widok Mistrza Eliksirów ją ucieszy. Dziwnym, bo kiedy wyszła z tegoż gabinetu po trzech godzinach z perspektywą niewidzenia się przez kolejne dni, poczuła tępą złość i... tak, swojego rodzaju tęsknotę.
Dziwnym, bo przecież nie tak dawno właściwie, była całkowicie pewna, że Dragan Lazarević złamał jej serce. Serce czy duszę? I czy mogła powiedzieć, że kocha Severusa Snape'a? Nie chciała myśleć o ich relacji w ten sposób. Nie chciała, zanim to wszystko się nie skończy a on nie będzie mógł wreszcie być wolny. Chciała za to, by później po prostu z nią został. Na zawsze. I mogła mieć tylko nadzieję, że po tylu latach służby Dumbledore nie uzna śmierci swojego szpiega doskonałego za konieczną. Wolała nie myśleć, co by zrobiła bez niego.
Stan oczekiwania najwyraźniej dał się we znaki wszystkim. Bill po uzyskaniu zgody Dumbledore'a przeniósł Fleur i córkę do Francji, zabierając ze sobą też Ninę i Xyrsę – to na prośbę, czy może raczej rozkaz. Nikt nie pytał dlaczego, ale to raczej oczywiste, że gdyby Voldemort się dowiedział, że jego nieudany eksperyment żyje, i co gorsza przyniósł jakieś efekty, postanowiłby go odzyskać. Ginny i Will zupełnie przestali znikać – całe dnie spędzali teraz na Grimmauld Place. Ginny powiedziała, że według dyrektora nie wolno im opuszczać kwatery głównej. Hermiona nie dociekała, czy to prawda. Harry i Ron z kolei, po powrocie przyjaciółki z krótkiej narady z dyrektorem, zniknęli w gabinecie tegoż niczym wcześniej Snape. Paul, nie czekając na rozkazy, sam się oddelegował do Munga, jak powiedział, pomagać. Jovana większość czasu spędzała czytając, czasem zamieniając kilka słów z Hermioną lub z plączącym się bez celu po Grimmauld Place Markiem, który jednak zawsze wchodził w takie tematy, że rozmowa szybo się kończyła. Gardinerowie prawie nie wychodzili z pokoju, który wcześniej zajmowali Ginny i Will. Właściwie to dobrze, nikt nie chciał ich widzieć.
– Rozumiem, że bez wezwania nie ma co liczyć na możliwość kontaktu z dyrektorem? – Dwa dni po powrocie Hermiony z Hogwartu Rovan weszła do kuchni, po raz pierwszy wychodząc z pokoju. W pomieszczeniu oprócz byłej Gryfonki byli państwo Weasleyowie, Jovana i Mark, co do którego nieustannej obecności na Grimmauld Place Hermiona już miała swoje podejrzenia. Teraz uśmiechnął się, dość upiornie trzeba przyznać, resztką ust i zaklaskał bezgłośnie w dłonie.
– Sama sobie odpowiedziałaś na pytanie, brawo, Vorlen.
– Dziękuję. – Skłoniła się lekko, nieco jednak spięta. - Nathaniel poszedł jednak spróbować, a ja... Jovano, mogu da te pitam nešto?
– Chcesz mnie spytać na osobności? - odparła kobieta, nie przechodząc na wspólny z Rovan język, co najwyraźniej wybiło kobietę z rytmu. - Bo jeśli nie, chciałam powiedzieć, że czuję się niezręcznie mówiąc w języku, którego nikt z przebywających tutaj nie rozumie.
– Jakie to taktowne – parsknął Mark, ale natychmiast umilkł, kiedy Jovana posłała mu jedno z tych nieprzyjemnych, wyzutych z emocji spojrzeń.
– Dobrze więc – Rovan bezwiednie podniosła głos. - Chciałam zapytać, czy jesteś już gotowa, żeby wrócić na Bałkany, tak jak rozmawiałyśmy.
– Na Bałkany. – Głucho powtórzył Mark.
– Tak – zdziwiła się Ro. – Bo... Dragan nie żyje a do niego przecież Jovana przyjechała, nie będę już jej uprzykrzać życia z jego powodu, przepraszam, że to tak sucho brzmi. A ja... ja już nie mogę się tutaj odnaleźć, mimo że to kraj mojego dzieciństwa i młodości, tutaj się wychowałam, ale... – Pokręciła głową, wątłe ramiona zadrgały. – Pomyślałam więc, że możemy wrócić razem.
Jugosłowianka odpowiedziała spokojnym spojrzeniem.
– Dobrze więc – odparła. Mark sapnął gwałtownie, wstał i wyszedł, trzaskając drzwiami. Rovan otworzyła szeroko oczy.
– A temu co?
– Pozwól, że to przemyślę, dobrze? - Jovana wydawała się w ogóle nieporuszona niecodziennym zachowaniem Levinskiego. Rovan zmarszczyła czoło.
– Nad czym ty... A zresztą dobrze. Powiedz tylko kiedy możemy ruszać, trzeba się przygotować do wszystkiego.
Wzięła od pani Weasley naprędce przygotowaną tackę z kanapkami i herbatą, uśmiechnęła się przepraszająco i wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. Jovana przez dłuższą chwilę wpatrywała się w nie, po czym na jej twarzy pojawił się nagle niezwykły wyraz zdecydowania, po chwili przejmujący żal i wyrzuty sumienia, a potem znów zamieniła się w beznamiętną maskę.
– Chciałabym zapalić papierosa, Hermiono, wyjdziesz ze mną? Chyba chciałabym porozmawiać z kimś kto mi wbije do głowy trochę rozsądku. Myślisz, że możemy wyjść na spacer?

Po chwili wahania i zdumienia, Hermiona kiwnęła głową, właściwie nie wiedząc na które z pytań odpowiada, odstawiła niedopity kubek z herbatą i wyszła, przytrzymując Jovanie drzwi. Nie zastanawiając się nawet, czy to w porządku, wyszły przez główne wejście. Nie było śniegu, nie padał deszcz, w tej części Londynu nawet nie wiało mocno jak na tę porę roku. Jovana sięgnęła do kieszeni swojej wojskowej kurtki i wyciągnęła papierosy. Najpierw ruszyła szybkim, energicznym krokiem w stronę pobliskiego parku, ale zaraz zwolniła. 
– Nie potrzebuję żadnej rady, myślę, że wiesz – powiedziała czekając aż Hermiona się z nią zrówna. Zaciągnęła się papierosem.
– Marny pretekst – odparła Gryfonka uśmiechając się niemrawo.
Kolejna rzecz, która ją zaskoczyła. Jovana nie miała śladu serbskiego, czy też wschodnio-europejskiego akcentu. Z jej angielskiego nietrudno było wywnioskować, że to nie jest jej ojczysty język, ale nie można też było stwierdzić skąd pochodzi. Coś tak bardzo, bardzo różnego od tego, do czego przyzwyczaił ich Dragan. I Rovan, która kiedy chciała, mówiła z akcentem, by zaznaczyć skąd przybyła.
Kobieta na sekundę uniosła kąciki ust i natychmiast je opuściła.
– Nie kłamałam jednak mówiąc o kimś rozsądnym. Tylko przed kimś takim jestem w stanie pozwolić sobie na emocjonalny rzyg. – Przełknęła ślinę i powoli ruszyła do przodu. Hermiona pomyślała, że nie powinny oddalać się zbyt daleko od domu, za jakąś godzinę będzie ciemno. – Jak dobrze znałaś Dragana?
– Ja... – Powinna się była spodziewać takiego obrotu spraw. Ukrywanie emocji ukrywaniem, ale koniec końców musiała wyrzucić z siebie wszystkie nagromadzone uczucia związane ze śmiercią tak bliskiego przecież człowieka... Mimowolnie Hermiona poczuła coś w rodzaju rozczarowania. – My nie znaliśmy się bardzo długo, on... on był taki strasznie gwałtowny, bardzo łatwo ulegał emocjom i wszystkim kaprysom, taki powiew świeżości w zdystansowanej Anglii. – Uśmiechnęła się krzywo i nagle poczuła szaloną ochotę, żeby ta maska beznamiętność spadła do końca, chciała zobaczyć nagą duszę tej kobiety, chciała zedrzeć! Zrzucić! Skopać ten pozór spokoju! Chciała zobaczyć szok, złość, zazdrość i nienawiść. Nienawiść do niej.
– Cóż, nie powinnam takich rzecz mówić, w końcu to tak niedawno, ale... Zachowywał się tak, że się w nim zakochałam, a on potem opowiedział o tobie, że jest tutaj dla ciebie i wszystko robił dla ciebie, a to, że zachowywał się tak otwarcie, z sercem na dłoni, to przecież tylko pozór, tylko cecha typowa dla was ludzi z połu...
– Zawsze uwielbiał ten pretekst – warknęła Jovana ze złością i usiadła gwałtownie na ławce, sekundę wcześniej osuszając ją zaklęciem. Hermiona przez drobną chwilę poczuła złą radość, że udało jej się tak szybko ją wyprowadzić z równowagi, kiedy to uczucie zostało zastąpione przez zdumienie, bo zrozumiała, że Jovana była zła od dłuższej chwili. I że tej złości nie wywołały jej słowa. Spojrzała na Hermionę oczami pełnymi łez. – Jestem z południa, jestem z Bałkanów, mogę się tak zachowywać, mogę się wdawać w bójki, mogę pokazywać wszystkim uczucia, emocje bez żadnych zahamowań, bez sekundy zastanowienia, jak to odbiorą inni, bo mogę się zasłonić... zasłonić mentalitetem... mentalnością nas, ludzi z Bałkanów... – westchnęła i wyrzuciła kiep do kosza na śmieci. – Hermiono, wiem, że jesteś teraz szczęśliwa z Severusem, ale to taka szkoda, taka wielka szkoda, że Dragan też się w tobie nie zakochał.
Koło nich przejechał samochód, rozchlapując kałużę. Chłodny wiatr zaczął wciskać się pod kurtkę. Kiedy szły, wydawało się, że jest właściwie ciepło, ale nawet krótka chwila bezruchu sprawiła, że chłód stawał się coraz bardziej odczuwalny. Mimo to Hermiona nawet nie pomyślała, żeby rzucić na siebie jakieś zaklęcie. Ściemniało się powoli, a może to po prostu chmury? Może od tak dawna nie wychodziła z domu, że już nie rozpoznawała zmian w porach dnia? Oddech zamieniał się w parę i łączył z dymem wydmuchiwanym przez Jovanę, po której policzkach płynęły łzy. Siąpiła nosem, wyraźnie walczyła żeby nie przybrać beznamiętnego wyrazu twarzy. Musiała już do niego tak przywyknąć, że teraz ciężko jej było pozwolić komuś na oglądanie jej nagiej. Chciałaś nagiej duszy, Hermiono Granger?
– Ty... – Mogła się zdobyć tylko na tyle. Po latach milczenia i szoku miała wrażenie, że jej głos brzmi jak szczekanie psa.
– To nie tak – odparła kobieta kręcąc głową. – Widzisz, spotkaliśmy się w czasie wojny. Teleportowałam się i wpadłam na niego. Wiesz, jaki był wielki, jaki potrafił być szalony. Rzucił się na mnie, dał w twarz tak, że aż mi zadzwoniło w głowie, obezwładnił i zaczął się wydzierać, bardzo malowniczo opisując jak to mnie wyruchają w dupę on i jego kompani, aż nie będę mogła chodzić, a potem mnie zabiją, bo żadna bośniacka suka nie zasługuje na życie. – Prychnęła, widząc zszokowaną minę Hermiony. – Na początku myślałam, że posram się ze strachu, on opowiadając wam o mnie, na pewno powiedział, że byłam opanowana i wcale się nie bałam. Bzdura, bałam się jak głupia a nic nie robiłam, bo po prostu nie byłam w stanie. Głupie to strasznie, w chwili śmierci myśleć o takich rzeczach, ale naprawdę, nie mogłam rozluźnić mięśni, bo byłam pewna, że zaraz mi coś pocieknie po nogach – roześmiała się zażenowna. – Ale w końcu zrozumiałam w miarę jego gadania, że nic mi nie zrobi, a przynajmniej nie od razu. I powiedziałam mu, Karanfil, kwiatku, gdybyś chciał mnie zabić, już dawno byś to zrobił. Karanfil to goździk, dość popularne imię w naszych pieśniach narodowych. To była próba, wiedziałam, że mógł w tym momencie po prostu strzelić mi w łeb albo miotnąć we mnie klątwą. Ale dziwnym trafem mu to zaimponowało.
– Zaczęłam się teleportować tak, żeby go spotykać, umawialiśmy się na konkretne godziny i miejsca. – Wykrzywiła wargi. – Na początku nie było w tym nic romantycznego, wykorzystywałam go, ile się dało, myślałam, że tylko mnie pożąda, że nie ma w tym niczego więcej i po prostu robiłam ile się da, żeby ułatwić życie sobie i ludziom w Sarajewie, którzy nie mogli jak ja i moja rodzina po prostu się teleportować i zniknąć... Kiedy zrozumiałam, że się we mnie zakochał, chciałam uciekać tak szybko, jak tylko się dało, od niego, od jego zakochania, od wszystkiego, ale zostałam i... i jakoś tak się stało, że też coś poczułam. Zaczęła się wzajemna troska, wzajemne troszczenie się o siebie i szalony, lekkomyślny seks, bo przecież w każdej chwili możemy umrzeć. – Roześmiała się pogodnie, tak że i Hermiona musiała się uśmiechnąć.
– Potem, po wojnie, kiedy wrócił do mnie do Sarajewa... Było coraz gorzej. Nie tak od razu, ale tak naprawdę bardzo szybko zrozumiałam, że to nie jest ktoś, z którym chciałabym przeżyć życie. Wojenna Jovana kochała swojego Karanfila, bałkańskiego junaka Dragana, ale po wszystkim, kiedy się okazało, że Dragan cały czas był Draganem, a wojenna Jovana nie jest prawdziwą Jovaną... – Westchnęła. – Udawałam, bo miałam jakieś wyrzuty sumienia, bo nam pomagał i nawet nie będę cię oszukiwać – gdyby nie on, nie wiem, czy przeżylibyśmy oblężenie miasta. Myślałam, że będę musiała zacisnąć zęby, wyjść za niego i dzielić ze światem naiwną, romantyczną historię, jak to wojna połączyła dwa różne światy. – Roześmiała się chrapliwie. Hermionie dreszcz przebiegł po plecach.
– A potem, niczym zbawienie, zaczęła się nagonka na wojennych zbrodniarzy, Jugosłowian, czyli właściwie Serbów. Nie żeby to było sprawiedliwe, bo tak naprawdę wszyscy wyżynaliśmy się po równo i z równym entuzjazmem. I nagle ktoś coś kiedyś widział, coś mu się obiło o uszy i chyba ten Dragan Islamović, co to się kręci koło Asenovićowej dziewuchy to wcale nie jest Bośniakiem mimo nazwiska, tylko jest Serbem. Co gorsza, Serbem z Serbii. – Wydmuchnęła dym. – Wiesz na pewno, jak to jest, jak już się zacznie mówić, to nie uciszysz, nie ma szans, plotki narastają, narastają, niebezpieczeństwo eskaluje i koniec końców musiał uciekać, za pół roku mieliśmy brać ślub. Jak się z nim żegnałam, płakałam strasznie. On mówił, żebym się nie martwiła, że szybko znajdzie sposób, żeby mnie ściągnąć do Anglii, bo wtedy już udało się nam nawiązać kontakt z wami... A ja płakałam ze szczęścia i takiej niesamowitej ulgi, że nie muszę za niego wychodzić, że udam, że nie mogę wyjechać z Bośni i już więcej go nie zobaczę... Boże, jaką jestem straszną suką – zakończyła gorzko.
W głowie Hermiony panował tępy zamęt. Nie była w stanie ani sprecyzować myśli ani emocji. Nie wiedziała, czy bardziej Jovanie współczuje, czy czuła niechęć do tego, jak traktowała tak przecież w niej zakochanego Dragana. Ale przecież... Przecież ona tak samo traktowała w pewnym momencie Rona – kiedy zrozumiała, że nic z tego nie będzie, kiedy on próbował skoczyć na głęboką wodę, wejść głębiej w ich relację, a ona zatrzymała ich stojących po kolana w wodzie i nie była w stanie przekroczyć jakiejś granicy. I zachowywała się tak samo, pozwalała mu długo, długo myśleć, że jednak, że może coś, może jakoś...
– Gdyby sytuacja nie zrobiła się trudna i dla mnie. – Dowiedziała się chwilę później Hermiona – prawdopodobnie zostałabym na zawsze w kraju, jakiś czas udając, że nie da się wyjechać, modląc się, żeby poznał kogoś, zakochał się i zapomniał. Ale ni z tego, ni z owego, znów pojawili się ludzie szukający Dragana i postanowili na mnie naciskać, żeby jakoś go zmusić do powrotu. To było jak kajdany, znów spętana, znów udająca, w końcu udało mi się uciec do Bułgarii, która sprzyja, przynajmniej oficjalnie, Voldemortowi. Przy niemałej pomocy Dumbledore'a, jak się okazało. W sensie, uciekłam do Bułgarii przy pomocy Dumbledore’a.
– Dlaczego... – zaskrzeczała Hermiona. Odchrząknęła i zaczęła znów. – Dlaczego z Bułgarii nie uciekłaś... gdzieś? Gdzie indziej? Po co skorzystałaś z naszej pomocy i przyjechałaś tutaj?
Roześmiała się.
– Bo chciałam zacząć wszystko od nowa, chciałam mu powiedzieć prosto w twarz, że to koniec, że nie będę jego żoną. Nie powiedziałabym mu, że właściwie prawie całe nasze wspólne życie było kłamstwem, nie byłabym w stanie, zresztą... – Wzruszyła ramionami. – Obawiam się, że mógłby mnie zabić. Nie, nie jest to żart – dodała, kiedy Hermiona zachichotała niepewnie i nieco histerycznie. – Dopiero w momencie, kiedy dostałam jakiś list w którym opisywał jak to znów walczy i jak to brał udział w jakichś starciach i go prawie zabili, zdałam sobie sprawę, że przy jego chorej brawurze mogę nie mieć szansy powiedzieć mu wszystkiego prosto w oczy i napisałam list. – Po raz pierwszy głos jej się załamał, ukryła twarz w dłoniach. – Chciałam zacząć od nowa, a on nie wiedział, nie wiedział o niczym i umarł, myśląc, że ja umieram z tęsknoty za nim. To... to bardzo źle, że nie przeczytał tego listu. – Westchnęła i podniosła nieco zaczerwienione oczy na Hermionę. – Wracajmy.
– Wracasz na Bałkany z Rovan? – spytała kobieta, nie podnosząc się z ławki. Jovana, która już wstała, usiadła z powrotem ze zniesmaczonym prychnięciem.
– Nie, oczywiście, że nie. Powiedziałam, że się zastanowię, bo jeszcze usiłuję być delikatna, ale nie, nigdzie się stąd nie ruszam. Niczego nie jestem tej kobiecie winna, to ona sobie ubzdurała, że my, Jugosłowanie powinniśmy się trzymać razem, bo jesteśmy narodem z kraju, który już nie istnieje, bla, bla, bla, tylko na południu, na Bałkanach możemy się czuć jak w domu i inne pierdoły, jak ja nienawidzę takiego romantyzmu.
Hermiona nie mogła się nie roześmiać. Jovana spojrzała na nią pytająco. Znów była spokojna, ale nie tak nieludzko, beznamiętnie. W tej chwili Hermiona naprawdę widziała w niej człowieka, chyba po raz pierwszy od tych... dziesięciu? dni, kiedy ta była w Wielkiej Brytanii.
– Nie, nic – powiedziała, rozcierając lekko zmarznięte ręce. Wstała i skinęła głową, wskazując w stronę, gdzie znajdowało się Grimmauld Place. – Po prostu mówisz o silnych emocjach i byciu romantycznym z takim samym niesmakiem jak Mark.
W momencie kiedy padło imię Levinskiego, Hermiona wiedziała, że trafiła. Jovana zacisnęła mocno usta, na szyję i twarz wpełzł jej bardzo brzydki rumieniec. Nagle zerwała się z ławki, ruszyła bardzo szybko przed siebie, objęła się ramionami i zaczęła wyrzucać z siebie słowa, nie zważając na to, czy Hermiona jest koło niej, czy nie.
– Myślisz, że nie wiem? Że nie wiem, że siedzi w tym domu tylko ze względu na mnie? Że nie widzę, jak na mnie patrzy kiedy jesteśmy we dwoje? To... nigdy nic mnie tak nie bolało, że patrzy na mnie w taki sposób, a potem jakby nagle sobie przypominał, że jest prawdopodobnie jednym z najszpetniejszych mężczyzn na świecie i nagle nie patrzy już z nadzieję tylko z wrogością. Albo ze zrezygnowaniem. Tylko głupi by nie zrozumiał o co chodziło z jego dzisiejszą reakcją na słowa Rovan, że wracam z nią na Bałkany.
– Ona nie zrozumiała – powiedziała bezwiednie Hermiona, na co Rovan parsknęła nieprzyjemnym śmiechem.
– Przecież mówię, że tylko głupi by nie zrozumiał. Ona ma zeżarty mózg, za bardzo się wpieprzyła w emocje, uczuciowość i magię z tym związaną, to nigdy nie jest zdrowe i chociaż nie jest zakazane, to wszyscy wiedzą, że z tym się nie igra.
– Naprawdę uważasz że jest najbrzydszym mężczyzną na świecie? – spytała nie mogąc się powstrzymać Hermiona, kiedy dom na Grimmauld Place zaczął się powoli materializować. Jovana zatrzymała się i spojrzała na nią jak na wariatkę.
– Oczywiście, że tak, to chyba wszyscy widzą. – Spojrzenie nagle jej złagodniało, spojrzała w stronę parku z którego właśnie niemal przybiegły. Cegła po cegle, powoli, dom stawał się coraz bardziej widoczny. Jovana patrzyła gdzieś, ale Hermiona dałaby sobie uciąć rękę, że tak naprawdę niczego nie widziała. – To absolutnie najfantastyczniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Nie wiem, dlaczego ci o tym wszystkim powiedziałam.

Dom z cichym stukotem pojawił się w całości na swoim miejscu.